Przewiń do góry
ilustracja

Ponowne odkrycie książki

Recenzja „Dosłownie" Janusza Górskiego

Damian „Słoń" Wesołek

ilustracja

Pismo i styl
Tibor Szántó
Wydawnictwo Ossolineum
Liczba stron: 563

Mieszkając w Łodzi lubiłem zachodzić do antykwariatu „Book się rodzi” na Piotrkowskiej. Miałem tam kilka ulubionych działów, które zazwyczaj przyciągały moją uwagę. Jedna z wytypowanych półek znajdowała się na końcu sklepu, zawieszona ponad drzwiami na zaplecze. Niewielka przestrzeń jakby od niechcenia pozostawiona „książkom o książkach”. Tytuły nie zmieniały się w tym zaułku zbyt często, ale ich brzmienie zatarła obecność tego najważniejszego, na który nie było mnie stać – wydane w 1986 r. Pismo i styl Tibora Szántó, poświęcone w całości krojom pisma. Po tym obowiązkowym przystanku wychodziłem szukać pocieszenia w sąsiednim „Zlituj się nad nami”, przerzucając przykurzone tytuły po 3 złote sztuka („outlet antykwaryczny”?). Dlaczego przywołuję to wspomnienie? Otóż moją magdalenką okazało się grube tomiszcze wydane wspólnie przez Karakter i czysty warsztat – „Dosłownie” autorstwa Janusza Górskiego. W bibliografii tomu oczywiście widnieje nazwisko Szántó.

„Książki o książkach” nie należały to najpoczytniejszego gatunku publikacji. Wiedza w nich zawarta często okazywała się być zbyt hermetyczna dla większości czytelników – to najczęściej informacje przydatne studentom ASP lub szkół poligraficznych. Sam ich temat był podejrzany, ponieważ dla wielu książki jako medium pozostawały „przezroczyste” (w serialu dokumentalnym Abstract twórca fontów, Jonathan Hoefler, wspomina, jak niezręcznie musiał się tłumaczyć ze swojej pracy – „Jak to projektujesz litery? To jakby projektować tlen… Tego nie można projektować!”). To, co za Marshallem MacLuhanem powtarzano na Zachodzie – „Medium is the message” – w Polsce nie przebiło się do świadomości żyjących pięć wieków po „rewolucji druku” (najsłynniejsze dzieło kanadyjskiego teoretyka mediów, Galaktyka Gutenberga, ukazała się w Polsce w całości dopiero w 2019 roku – 57 lat po oryginalnej publikacji). Książka była, jej formy i treść ograniczała cenzura, brało się, co było (a często trzeba było wybłagać po znajomości spod lady księgarskiej). Po wojnie trzymało się jeszcze najlepszych wzorców, ale następne dekady przyniosły problemy materiałowe i oszczędności ze szkodą dla czytelności – oczy psuły się nad za ciasno złożonymi publikacjami, a okulary w grubych oprawkach stały się atrybutem inteligenta i mola książkowego.

Wiele się jednak zmieniło, coraz więcej osób dziś postrzega książkę jako potencjalnie piękny przedmiot, pamiętając, że ktoś ją musi zaprojektować i wydać. Naprędce można podać dwa powody tej zmiany w postrzeganiu.

Autor przejrzał na własną rękę serwisy aukcyjne w poszukiwaniu przykładów okładek polskich publikacji. Ich imponującą kolekcję – 873! – zaprezentował w świetnie przez siebie zaprojektowanym albumie.

Po pierwsze, po materiałowej tragedii lat 80. (tak, sąsiadujące na półkach z tomami z lat 60. publikacje z ostatniej dekady PRL-u wydają się często od nich starsze, bardziej zniszczone, zakwaszony papier kruszeje i ciemnieje) i wolnorynkowego karnawału lat 90. womitującego horrorami kolorowych okładek, w XXI w. nadeszły dla polskiej książki czasy lepsze. Sprawdzone wzory, pielęgnowane na Zachodzie, wróciły do łask, tak samo jak to, co dobre w polskiej tradycji. Zmienił się rynek i nastały nowe mody czytelnicze – na fali sukcesu książek o architekturze i designie, również „książki o książkach” otrzymały obywatelstwo rynkowe. Zasługi należą się co najmniej trzem oficynom i ich publiczności – d2d (branża wydawnicza), słowo/obraz terytoria (humaniści) oraz Karakter (new gentry branży kreatywnej). Proponowały one „towar najwyższej jakości”, który jednocześnie o tej jakości traktował swoją treścią. Książkę odkryto w Polsce na dobre w drugiej dekadzie nowego wieku.

okładka książki

Dosłownie. Liternicze i typograficzne okładki polskich książek 1944–2019
Janusz Górski
Wydawnictwo: Karakter
Liczba stron: 412
Data wydania: 2020-11-25

Po drugie, twierdzę, że ogromny wpływ na „ponowne odkrycie książki” miała cyfryzacja, która podważyła oczywistość oraz regnum druku jako najpopularniejszej formy komunikowania wiedzy. Przeniesienie treści do Internetu i na czytniki e-booków zmieniło nasze spojrzenie na teraźniejszość i przyszłość książki (chociaż nie w tak prosty sposób jak życzyliby sobie entuzjaści nowych technologii: „Książka ostatecznie stanie się anachronizmem, chociaż ze względu na jej długą historię i olbrzymie rozpowszechnienie zajmie to kilka dekad”, pisał w 1999 roku Ray Kurzweil. Polecam wnikliwą lekturę Przestrzeni pisma Jay Davida Boltera). Nie myśl, że książki znikną (Carrière i Eco); a jeden z największych wydawców XX wieku, Włoch Roberto Calasso dodaje w Śladzie wydawcy: „ Nie chodzi zatem o to, by martwić się o przyszłość książki jako takiej, bo ta wiele już przeszła i zawsze zdoła przetrwać. Nikt w dodatku nie życzy jej szczególnie źle. W najgorszym wypadku będzie się ją traktować jako gatunek pod ochroną (…)”. Tym, na co zwróciliśmy uwagę, okazały się sposoby i konsekwencje nowego czytelnictwa na ekranach smartfonów, na co, choć z pewnym ociąganiem, odpowiedziały również sposoby badania czytelnictwa w Polsce (nie pyta się jedynie o liczbę przeczytanych książek, ale również o dłuższe teksty w Internecie). W kolejce czeka jeszcze zrozumienie, że dziś w ogóle czyta się inaczej i bardziej „punktowo”; inaczej czyta się dla przyjemności, inaczej poszukując informacji. Analogia: nikt nie twierdzi, że przestaliśmy słuchać muzyki, bo spadła sprzedaż albumów. Streaming i produkcja singli to odpowiedź branży muzycznej na cyfryzację – książki rzeczywiście przechodzą zmiany powolniej. Cyfryzacja umieściła druk w kontekście, a sama książka odzyskała zauważalną wagę i rozmiar.

Dzieckiem owych dwóch tendencji jest wspomniane Dosłownie. Liternicze i typograficzne okładki polskich książek 1944-2019. Autor, z konieczności, czyli braku centralnego archiwum poświęconego polskiej typografii, przejrzał na własną rękę serwisy aukcyjne w poszukiwaniu przykładów okładek polskich publikacji. Ich imponującą kolekcję – 873! – zaprezentował w świetnie przez siebie zaprojektowanym albumie. Chcąc zapełnić pustkę („Od dziesięcioleci niewiele publikujemy wydawnictw poświęconych polskiej sztuce książki (…). O okładkach literniczych i typograficznych nie pisał w Polsce dotąd nikt”) Górski nie ograniczył się jedynie do prezentacji grafik i wyliczeń – świadom zmieniającej się technologii projektowania i druku, podkreśla zmiany, periodyzuje, przedziera się przez definicje (pierwsze 150 stron poświęconych jest właśnie dojściu do definicji terminu widniejącego w podtytule książki). Jeśli tylko pominąć niezbyt udane wywiady z twórcami polskich okładek w rozdziale „Przykłady”, należy uznać lekturę za fascynującą kopalnię wiedzy „mniej rozpowszechnionej” (autor posiadł talent podrzucania ciekawych wątków niby mimochodem), a samą prezentację grafik za prawdziwą ucztę dla oczu. „ (…) elem była zachęta do uważnego patrzenia na projekty – takiego, które dostrzega nie tylko cechy formalne opracowania (…). To, co najciekawsze, kryje się w znaczeniach”. Lektura Dosłownie karmi nas znaczeniami, przynosi przyjemność z obcowania z pięknym przedmiotem, jak również uczy to piękno dostrzegać i lepiej oceniać. Sytuacja dla czytelnika idealna.

Damian „Słoń” Wesołek– pisarz, kopista, tłumacz. Melancholik, filolog, włóczykij. Na czterdzieste urodziny planuje wydać własnym sumptem Opera omnia. Recenzowanie książek go nudzi, ale docenia kreatywny potencjał nudy. Lubi krótkie powieści.

Recenzja „Czułego narratora” Olgi Tokarczuk

Recenzja „Tality” Pawła Huellego

Recenzja O czasie i wodzie Andri Snaer Magnasona

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies.