Przewiń do góry
łubienski bez zdjecia (2)

Nobliści objaśniają mi świat

Recenzja „Czułego narratora” Olgi Tokarczuk

Damian „Słoń” Wesołek

Nietzsche, w swej zapiekłej walce z zastaną wiedzą, w pragnieniu, by „ów strop i mur pojęć” legł w gruzach, odsłonił zasłonę języka i wypowiedział tajemnicę alkowy – nasze pojęcia to jedynie zużyte i wytarte metafory, a ludzki pęd do wiedzy to przede wszystkim „pęd do metafor”, które „tak jakby” wyjaśniają rzeczywistość. Dochodzi jednak do momentów, kiedy stare pojęcia przestają nas zadowalać i należy poszukać „nowego pola działania, innego toru”. Gdzie ów pęd, zdaniem Nietzschego, znajduje zaspokojenie? „W micie i w ogóle w sztuce”.

Ten gest, powtarzany ciągle na nowo, pojawia się również w zbiorze wykładów Olgi Tokarczuk, która z uporem poszukuje nowych metafor, pragnąc i łudząc się, że jeśli nawet nie odmieni współczesnych prawd, to pozwoli wielu czytelnikom spojrzeć na świat od innej strony, mityzując rzeczywistość. Sam akt niezgody i jej potencjał popularyzatorski wart jest pochwały. Rezultat starań niestety już nie – oto autorka zajmującej prozy, próbując na nowo zaczarować rzeczywistość pozaliteracką, wpływa w prąd świata i gubi się w rozpiętej sieci pojęć, przez którą ów świat przepływa. Nowe myli z na-nowo-nazwanym, „my” z ogółem, pragnienie z wiedzą, odpowiedzi z pytaniami, a jej nowy projekt „Ex-centrum”, którego manifestem miałaby być otwierająca zbiór „Ognozja”, okazuje się szamotaniną o znaczenia, konserwatywnym ruchem myśli uaktualnionym o progresywne elementy społeczno-polityczne. Nie dajcie się zwieść, przedrostek „ex” nie pojawia się tu z francuskiego, nie obiecuje wygnania obecnych sensów z powszechnie uznawanego „centrum”, to jedynie, z łaciny raczej, ruch „z” (ex) centrum, kiedy to, co konserwatywne i zasiedziałe sięga poza siebie i anektuje elementy innej wiedzy, jednocześnie tłumiąc jej potencjał rewolucyjności. Po prostu inna nazwa na spory ortodoksji z heterodoksją, które wcale nie zamierzają odmienić doxy (z gr. mniemanie, złudne lub niepewne przekonanie). Chcę podkreślić, że warto docenić to, co robi Tokarczuk poprzez literaturę lub jako głos słyszany w mediach – po prostu grzechem „Czułego narratora” jest nazywanie małych rzeczy wielkimi. Czytajmy „Księgi Jakubowe” albo polemizujmy z wywiadami noblistki, ale ów zbiór lepiej przemilczmy.

olgatokarczuk

Czuły narrator
Olga Tokarczuk
Wydawnictwo Literackie
Data premiery: 12 listopada 2020
Liczba stron: 304

Pisarka ciągle myli przeszłość i historię z literaturą i dzieciństwem. Czy świadoma naiwność ma być odpowiedzią na wszystko?

Pewnie usłyszę zarzuty, że za ostro. Niestety, sama autorka doprasza się o zdecydowany odpór, stając w pozycji autorytetu, wygłaszając swoje prawdy o świecie ex cathedra, zawężając ogląd spraw.  Jej ton jest drażniący, pouczający. Stawia granicę między pokoleniami („nigdy w historii dystanse między generacjami nie były tak duże”), zubaża doświadczenie wielu z nas („teraz wyobraźnia nie jest nam potrzebna, mamy wszystko na wyciągnięcie ręki po smartfona”), sprowadza – banalizując myśl Zygmunta Baumana – współczesnego człowieka do jednego modelu i niweluje różnice pomiędzy ludźmi  („podróżnik widzi, że w gruncie rzeczy wszędzie jest dość podobnie – że istnieją hotele, je się z naczyń, myje w wodzie , kupuje pamiątki i prezenty dla znajomych”), utyskuje nad zmediatyzowanym światem („(…) i powszechna inwigilacja. O tak, żyjemy w panoptykonie”). Opowiada w banalny sposób o pragnieniu i utracie, którą odczuwa wielu, o domniemanym zubożeniu doświadczenia, nad którym utyskują i konserwatyści, i lewicowcy, zwolennicy „medycyny alternatywnej”, nostalgiczni obywatele PRL, zapatrzone w dawne wzorce „mole książkowe”, klasa średnia poszukująca rozmytego autorytetu, który niewiele od nich będzie wymagał. Stwierdza: „żyliśmy w świecie otwartym dla wyobraźni, świecie o zaledwie naszkicowanych granicach, pełnym niewiadomego. Ten świat domagał się nowych opowieści i nowych form, ciągle się przed nami mienił, wciąż powstawał na naszych oczach. Dziś świat mieści się w obrębie naszego kalendarza i zegarka”. Pisarka ciągle myli przeszłość i historię z literaturą i dzieciństwem. Czy świadoma naiwność ma być odpowiedzią na wszystko?

Na szczęście głos autorki jest również wulgatą nowej wiedzy – odejścia od antropocentryzmu (choć sama potrafi się weń znów zaplątać), przypomnieniem o katastrofie klimatycznej i konsekwencjach antropocenu, prawach zwierząt, głosem perspektywy kobiecej. Gest ów umniejsza jednak nieufność w stosunku do wiedzy akademickiej – to być może krok do świadomej naiwności – lub przyznania się do odrzucania współczesnej wiedzy psychologicznej (zdaje się, że nawet całej humanistyki drugiej połowy XX wieku): „zresztą nawet nie wiem, co dziś dzieje się w psychologii. W jakimś sensie jestem skamieliną, która uważa, że ego jest czymś kruchym i filigranowym”. W obronie wyobraźni i jej kreacyjnej siły sytuuje się, paradoksalnie, bo przecież promując projekt nowej „eks-centrycznej” wiedzy, niebezpiecznie blisko nowych ruchów odrzucających scjentyzm i jego wizję świata – antyszczepionkowców, new age, „nowych dzikich”, współczesnych luddystów i wrogów reptilian. „To czułość sprawia, że imbryk zaczyna mówić”. To czułość, która pomaga autorowi napisać rewelacyjną literaturę, zamienia się tu w rozczulanie nad własną, niespełnioną wizją świata.

Damian „Słoń” Wesołek– pisarz, kopista, tłumacz. Melancholik, filolog, włóczykij. Na czterdzieste urodziny planuje wydać własnym sumptem Opera omnia. Recenzowanie książek go nudzi, ale docenia kreatywny potencjał nudy. Lubi krótkie powieści.

Recenzja „Tality” Pawła Huellego

Recenzja O czasie i wodzie Andri Snaer Magnasona

1 comment

  1. […] Recenzja „Czułego narratora” Olgi Tokarczuk […]

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies.